Moja droga do wymarzonej sylwetki i spokoju to były skrajności. Od anoreksji w wieku nastoletnim, przez setki bezskutecznych diet cud, aż po zajadanie stresu, emocji i wagę 106 kilogramów.
Doskonale pamiętam to uczucie – idziesz na imprezę i z panicznego lęku przed oceną innych nie jesz kompletnie nic, choć w środku aż się w Tobie gotuje. Pasje, relacje, codzienność – to wszystko przestaje się liczyć, bo w Twojej głowie przez 24 godziny na dobę krąży tylko jedna myśl: jedzenie.
Dziś jem i myślę jak osoba naturalnie szczupła. Schudłam 50 kg w półtora roku, ale to nie waga była moim największym zwycięstwem. Prawdziwą bitwę wygrałam w swojej głowie. Ty też możesz zaprogramować swój umysł dokładnie tak, jak chcesz. I co najważniejsze na start: to nie jest Twoja wina, że teraz jest inaczej.